czwartek, 17 kwietnia 2014

Chapter 1

Pierwszy rozdział, mam nadzieję, że się wam spodoba.
 A teraz życzę Wam miłego czytania. :*

*-Nadchodzi godzina aniołów-odpowiedziałam*
 Faktycznie, zrobiło się cicho, nawet wiatr przestał wiać. 
-Mamo, najlepiej zrobimy jeśli szybko uciekniemy do jakiegoś pustego domu.- wyszeptałam jej do ucha
- Nie narażajmy się niepotrzebnie.- dokończyłam zdanie, ale nie miałam czasu powiedzieć nic więcej, bo wiatr zaczął bardzo mocno wiać. Wirowało wszystko, począwszy od kartek, po kamienie i dachówki. Myślałam, że nie uda nam się przetrwać tak porywistego wichru, ale po jakimś czasie przestało w nas dmuchać. Mimo, że ulżyło mi, wiedziałam, że teraz będzie tylko gorzej. 
Niestety, moja nadzieja, że zdołamy uciec, zgasła. Ze wszystkich stron otoczyły nas istoty nie z tego świata. Ubrane w czarne szaty, tylko pióra nad ich głowami raziły swoją bielą.
-No, no, no... Kogo my tu mamy?-zapytał się jeden z aniołów- Rodzinka Nefilim- powiedział
-A gdzie jest czwarty członek tego szczęśliwego zgromadzenia?- 
Czyli jednak wiedzieli kim jesteśmy. Niedobrze.
-Gdzie wasz tatuś, maluszki?- Cam wtulił się w mamę, po buzi ciekły mu łzy. Wiedział, że anioł mówi o naszym ukochanym tacie, którego zabili.
-Mordercy- Wysyczałam przez zęby.
-Co powiedziałaś malutka?- zapytał się wbijając we mnie swoje carne, puste oczy.
-Mówię, że jesteście mordercami, zabijacie ludzi, którzy nie chcą tej wojny i się do niej nie przyczynili.- powiedziałam mu. Wiedziałam, że pogarszam sytuację, ale i tak nie wiedziałam szansy na ucieczkę.
-Och, widzę, że temperament masz po ojcu... Erin.- Mimo, że nie dałam po sobie poznać, to zaskoczyło mnie, że zna moje imię. Nikomu go nie podawałam. Tylko moja najbliższa rodzina wiedziała jak mam na imię, na co dzień nazywałam się Luisa, a Cam- Tomas.
 -Widzisz, wiem o was wszystko. Mimo, że wasz ojciec nic nie powiedział, to mamy swoje źródła.
-Derek, koniec z tymi bzdurami, nie przedrzeźniaj się z nimi. - dopiero teraz zauważyłam, że pojawiła się nowa postać na tej "zgranej" kompozycji. Była to kobieta, całkiem inna niż anioły ja otaczające. Cała ubrana w biel, majestatycznie machała skrzydłami. Wiedziałam, że to członek starszyzny- potężnych aniołów, owianych milionami tajemnic.
Kiedy to powiedziała ten "Derek" miał taką minę jakby zjadł coś kwaśnego, gdyby nie powaga sytuacji w jakiej znalazłam się z rodziną, pewnie zaczęłabym się śmiać.Skłonił się jej z pogardą, ale ona tylko popatrzyła na niego przez przymknięte nieco oczy i od razu zwróciła swój wzrok na nas.
-Wasz ojciec przyczynił się do wielu strat w naszych szeregach.- jej głos brzmiał jak aksamit. Wiedziałam o czym mówi, tato pracował nad bronią pozwalającą pokonać anioły. Wynalazł kilka prototypów, w tym zarazę przeciw stworzeniom niebios. Niestety ten wirus działał nie tylko na anioły, ale i na ludzi. Jedyna broń przeciw nim została zniszczona, a zapiski taty spalone. 
Pamiętam ten dzień kiedy ojciec zaczął używać broni na jednym z pojmanych aniołów. Kazał swoim pomocnikom rozpylić gaz z tym wirusem do pomieszczenie, w którym się znajdowała ta istota. Anioł umarł, ale gaz przedostał się do rur, z których przeleciał do laboratorium gdzie było dużo doktorantów badających tą substancję. Oni także zginęli. Wtedy anioły przepuściły atak na laboratorium, w którym mój tato przeprowadzał badania na temat jego wynalazku. Anioły pojmały go i próbowały się dowiedzieć czegoś o morderczej substancji, ale ojciec nic nigdy im nie powiedział. Faktycznie parę kropel substancji zabiło inne anioły, które były na zwiadach, bo jednak opary przedostały się poza obręb przeprowadzanych badań. Dla nich to dużo ponieważ anioły się nie rodzą, anioły wybiera sam Stwórca. Czasem są to ludzie czasem nie. 
-Tak, mój ojciec bardzo ładnie się do tego przyczynił, ale gdyby nie to, że wy zaczęliście wojnę to nadal żylibyśmy w spokoju.- powiedziałam to anielicy.
-Dziecko, nie wiesz co czuliśmy kiedy nas traktowaliście jak śmieci. Powyrywane skrzydła i obdarte głowy z aureol. Nie byliśmy równi, zawsze nas dyskryminowaliście. Dlatego nie pozwolę teraz, na jakiekolwiek straty w moich szeregach!- ostatnie zdanie powiedziała głośno i dobitnie. Nie odpowiedziałam jej, bo nie miałam czasu. 
Zza domów wyskoczyli uzbrojeni po zęby rebelianci. Złapałam Cama i matkę za ręce i pobiegłam za dawny komisariat policji. Z napisu jaki znajdował się na  nagiej ścianie zostały tylko pojedyncze literki. Poczułam szarpnięcie i ktoś wyrwał mi rękę mamy z uścisku. To był ten anioł, który z nas szydził. Próbowałam ją złapać, ale nie mogłam jej dosięgnąć. Derek wzbijał się coraz wyżej. Po chwili poczułam szarpnięcie tym razem z drugiej strony. Myślałam, że teraz zabiorą mi Cama, nie pozwolę na to. Odwróciłam się w stronę napastnika, ale to jeden z tych ludzi co nam "pomogli", pokazywał żebyśmy za nim poszli.


Rozdział krótki i może wydawać się trochę nudny, ale musiałam jakoś zacząć :) W następnych rozdziałach na pewno będzie się więcej działo. Zostawcie po sobie komentarz to mobilizuję do  pisania :**

niedziela, 13 kwietnia 2014

Prologue

-Mamo, czemu idziemy przez drogę? Mogą przecież nas zobaczyć.
-A ma to jakieś znaczenie? I tak nie uda nam się przeżyć.-odpowiedziała.
-Jeśli będziemy razem to uda nam się.-odpowiedziałam. Sama z trudem w to wierzę, ale chcę aby mama poczuła, że ma się o kogo troszczyć.-Mamuś, nie jesteś sama. Masz mnie i Cama. Pamiętaj o tym. Może uda nam się wstąpić do ruchu oporu. Nie poddawajmy się. Mamy szanse z nimi wygrać przecież jesteśmy Nefilami.-powiedziałam jej.
Cam jak zawsze szedł po cichu, nie słuchając nas. Ja też bym tak chciała, ale nie mam przecież ośmiu lat..
-Erin, naprawdę wierzysz, że ruch oporu coś zdziała? Nic na to nie poradzimy. Taka jest kolej rzeczy: rodzimy się, umieramy. Przyjrzyj się. Jesteśmy dla nich jak mrówki. Rozejrzyj się. Co widzisz?-zapytała się.- Tylko puste ruiny domów, w których kryją się prości ludzie, ludzie tacy jak my. Wojna tylko niszczy, nic nie naprawia.- Faktycznie. Wokół mnie rozciągają się zgliszcza, niegdyś pięknych domów. W jednym  z nich mieszkaliśmy dopóki nie zaczęła się bitwa.-Nie da się ich zabić więc po co walczyć?
Choć maka powiedziała fakt to nie mogę się z ty pogodzić. Anioły są potężne, mają moc jaką zwykły śmiertelnik może tylko sobie wymarzyć. Nie ma na nich broni. Naukowcy na razie pracuję nad tym, ale nie wierzę, że im się uda. Mówi się, że aniołów da się zabić tylko dzięki pakcie z diabłem. Głupia legenda, ale niektórzy w to wierzą.
-Mamo?-zapytał się Cam- Czemu jest tak cicho?- dopiero teraz zauważyłam, że coś jest nie tak. Niestety wiedziałam czemu
-Nadchodzi godzina aniołów.-odpowiedziałam.

Hejoo

Cześć, to mój nowy blog, którego postaram się pisać dłużej niż inne xD.
Blog będzie powiązany z książkami Upadli (Lauren Kate) i paroma innymi :). Nie będzie to duże powiązanie, ale zachęcam do przeczytania cyklu "Upadli" :) No to może coś o mnie. Mam na imię Julia i chodzę do 6 klasy :) Jestem molem książkowym ♥ i kocham muzykę :) Jeśli chcecie się dowiedzieć o mnie więcej to wbijajcie na mojego ask'a.
Mam nadzieję, że spodoba Wam się moje opowiadanie :)

Jula